Archive for January, 2009
Saturday, January 31st, 2009
[San Antonio de Areco, Argentina]
Wieczna pokusa. By zostać jeszcze jeden dzień. By usiąść w znajomymy już barze i zamówić to samo.
Z Buenos Aires pojechałem do oddalonego o ponad 100 km San Antonio de Areco. Niewielka miejscowość (20.000 mieszkańców), gdzie życie płynie powoli. Czas na złapanie oddechu po kszątaninie Buenos Aires.
Niespodziewane spotkanie. Jakiś tydzień wcześniej przeglądałem ich bloga, jako jednego ze zgłoszonych do konkursu Blog Roku, a tu jechałem z nimi tym samym autobusem (jednym z kilkunastu) do San Antonio de Areco – Ania i Piotrek i ich Ekspedycja. Mały świat. Spędziliśmy razem kilka dni i wieczorów. Sympatycznie i niespodziewanie.





posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina | trackback | 8 comments »
Saturday, January 31st, 2009
[San Antonio de Areco, Argentina]
Dawniej Gaucho był to wyjęty spod prawa szlachetny “kowboj”. Żyjący blisko natury, obowiązkowo z beretem, koniem i nożem zatkniętym z tyłu za paskiem. Wolny ptak trudniący się myślistwem i pracą przy bydle. Uczciwy, sprawiedliwy, ale krwawy i mściwy, gdy zaszła taka potrzeba. Nic więc dziwnego, że gauchos są bohaterami licznych powieści, a tradycja jeźdźców w beretach utrzymywana jest do dziś.
Razem z Piotrkiem i Anią zwiedziliśmy kilka “estancji”, czyli posiadłości (rancz). Siedziby właścicieli ziemskich, dzisiaj również atrakcja agroturystyczna. Położnone pośród pól, na których rośnie m.in. soja i wołowina.
Domy mają tu kolor bordowej czerwieni. Barwnik to krew byka zmieszana z wapnem.














posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina | trackback | no comments »
Tuesday, January 27th, 2009
[La Boca, Buenos Aires, Argentina]
La Boca to dzielnica Buenos Aires ongiś zamieszkana przez włoskich imigrantów. Podobno to tutaj pośród dymu i szklanek, marynarzy i dziwek powstało tango. Dziś to tylko atrakcja turystyczna z kafejkami, naganiaczami i pokazami tanga przed restauracjami. Słynna również z kolorowo pomalowanych domków sklecionych z blachy.





posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina | trackback | 3 comments »
Tuesday, January 27th, 2009
[Buenos Aires, Argentina]


Przysiada się, gdy my sączymy piwko. Pierwsze słowa po hiszpańsku, nasze uśmiechy, próba porozumienia. Polaco. Nie zniechęca się. Opowiada o pracy, pokazuje w komórce zdjęcie swojego samochodu, potem filmik z przejazdu samochodów rajdu Paryż-Dakar przez Buenos Aires, próbuje wymówić imiona. Miły, uśmiechnięty, ciekawy, przyjacielski. To co, że my z dalekiego “tam” a on twardo “tu”. Bo “tu” szybko zostaje się “amigo”.
Aklimatyzuję się fizycznie i psychicznie.
Aha, odstawiam na jakiś czas komunikatory internetowe. Jakby coś, to email.
Aha, te butelki nie są zniekształcone przez perspektywę. One SĄ takie duże – pojemność 970 ml. ;)
posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina | trackback | no comments »
Monday, January 26th, 2009
[Frankfurt, Germany]

Dobre powietrze, czyli Buenos Aires. Czwarty kontynent, mój pierwszy raz na półkuli południowej. Znowu bez planu, bez biletu powrotnego. By uczyć się miejsc, słów, smaków, gestów. Kolejna przygoda.
posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina, germany | trackback | 1 comment »
Thursday, January 22nd, 2009
Głosowanie SMSowe na konkurs Blog Roku 2008 zakończone. Mój blog nie przeszedł do następnej tury (zgodnie z oczekiwaniami :-) ). Dziękuję tym, co wysłali SMSy, to słodkie i miłe. Zwłaszcza, że kasa z SMSów idzie na cele charytatywne. Proponuję obejrzeć blogi konkurencji, które zyskały największą ilość głosów i przeszły do kolejnego etapu, niektóre z nich lubię i czytam (np numerki 10 – śladami, 9 – dziennik, 6 – neverending, 3 – tour).
posted in blog-info, bullshit, in-polish | trackback | no comments »
Wednesday, January 21st, 2009
w ponury zimowy wieczór
uwiera bardziej niż zwykle
zbyt twardy kręgosłup moralny
posted in bullshit, in-polish, songs | country: nowhere | trackback | 1 comment »
Tuesday, January 20th, 2009
Ostatnio ktoś na jakiejś imprezce/posiadówce zapytał mnie o “najlepsze” miejsce z moich podróży. Ciężko wskazać to “naj” nie zawężając kryteriów. Najlepszy meczet, najlepsza świątynia buddyjska, najbardziej egzotyczna kultura, najdalej, najwyżej,… Ale na pewno było kilka takich miejsc, kiedy po prostu siedziałem zachwycony, chłonąłem i myślałem, że tak, to jest to, właśnie dla tej chwili to wszystko robię. Więc na potrzeby niezobowiązującej konwersacji powiedziałem, że to miejsce, to Dogubayazit we wschodniej Turcji, przy górze Ararat, rzut beretem od Iranu, Armeni, Azerbejdżanu. A dokładniej pałac położony na wzniesieniu obok tego miasta, czyli Isaak Pasha Palace.
Pierwszy raz zobaczyłem to miejsce chyba na banknocie tureckim, potem przez sekundę w klipie reklamowym pokazującym atrakcje turystyczne Turcji i tak powstało marzenie. A potem pojechaliśmy tam z Rafaelem i wypiliśmy piwko o zachodzie słońca nad tymi ruinami, i to był ten moment. Wrzesień 2004 – podróż na wschód Turcji, pierwsze zachwyty, pierwsze rogatki z wojskiem i kontrolowanie dokumentów przez żołnierzy z długą bronią. Pierwsze rozmowy o Bogu z panami w turbanach i brodami, kończące się stwierdzeniem, że chyba chodzi nam o to samo, pierwsze propozycje wydania za nas córek.

Z tej wycieczki spóźniłem się 3 dni do pracy (a była to praktyka w Turcji).
Będąc tak daleko na wschodzie Turcji spotkaliśmy samotnych travelersów, którzy przebyli lądem z Indii przez Pakistan i Iran. I opowiadali o cudach w Iranie, pięknych meczetach pokrytych błękitnymi mozaikami, gościnnych ludziach, którzy zapraszają cię na herbatę, obiad, a nawet płacą za bilet na autobus. I znowu się rozmarzyłem.
Więc rok później, w 2005, znowu przyjechałem do Dogubayazit, by napić się piwka o zachodzie słońca, tym razem sam, bez Rafaela. By następnego dnia przekroczyć pieszo granicę z Iranem i zacząć kolejną przygodę.


Rafael chajta się we wrześniu w Brazylii. Zaczął pracować dla firmy produkujące maszyny rolnicze, zrobił em-bi-eja, teraz lata w te i wewte po krajach Ameryki Południowej. Mówi, że robi to co lubi i że nie wyobraża sobie lepszej pracy.
posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: iran, turkey | trackback | 5 comments »