Archive for January, 2010
Tuesday, January 26th, 2010
Dziś mija rok od momentu gdy wylądowałem na kontynencie południowoamerykańskim. Bardzo się tego kontynentu bałem. Myślałem, że zawinę się stąd po 2-3 miesiącach. A tu klops, minął rok, a ja wciąż tu. Co gorsza bez kasy na bilet powrotny. Może jeszcze z rok…
[foto - Maciej O.]
Przy okazji – założyłem stronę na facebooku promującą tego bloga.
posted in bullshit, in-polish, travel | country: bolivia | trackback | no comments »
Sunday, January 24th, 2010

Maciej Okraszewski. Fotograf/dziennikarz z Litzmannstadt (miasto w centralnej Polsce). Dostrzeżony w konkursie National Geographics przez Martynę W. (choć plota na mieście mówi, że się z nią przespał). Ambitny, realizuje ciekawe tematy, tylko strasznie przy tym pierdzi. W Tanzanii mył się w wiadrze. Więcej o jego przygodach na jego blogu. Wkrótce usłyszycie o nim więcej. W miejscowej gazecie i teleekspresie.

posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: bolivia | trackback | no comments »
Friday, January 22nd, 2010
[Puerto López, Ecuador]







posted in photos, travel | country: ecuador | trackback | no comments »
Tuesday, January 19th, 2010
(English version below)
Mam prośbę. Składam do kupy swoje portfolio. Bardziej na potrzeby lokalne boliwijskie, niż jakiekolwiek inne. Prośba jest taka, jeżeli masz jakieś swoje ulubione zdjęcie, z tych co zrobiłem, to daj mi o tym znać. W komentarzu, mailem, czy jakkolwiek. Najlepiej bezpośredni link do zdjęcia albo postu.
I am trying to put my portfolio together. So if you have your favourite photo (or a couple of them) of the ones I’ve made, please let me know which one it is. You can send me a link to a photo or to a post via comment or email.
GRACIAS!
posted in blog-info, bullshit, in-english, in-polish | country: nowhere | trackback | 9 comments »
Monday, January 18th, 2010
Prezydent Evo Morales widział film “Avatar” już dwukrotnie. W wywiadach mówi, że szczególnie podobało mu się jak niebiescy złoili dupy północnoamerykańcom. Na szczęście nasz prezydent ma dużo rozumu w głowie i wie, że taka wypowiedź mogłaby się skończyć kolejną “wojną z terrorem”, więc dyplomatycznie użył sformułowania “kapitaliści”. Utożsamia się z bohaterem. Podobno na trzeci raz ustawił się do kina z Chavezem. Potem chłopaki mają iść na piwo i omówić pewne plany strategiczne.
Ja również utożsamiam się z Jake Sully. Szczególnie podobały mi się te sceny jak, niebieska piękność uczyła go jak przetrwać w dżungli. Bo to tak jak ja i ty w Boliwii. Taki bezradny na początku. I też rzucasz mnie na głęboką wodę. Nauczyłaś mnie jeździć minibusami w każdym kierunku, uczysz mnie owoców i smaków, słów i gestów, dzwonić po taksi, załatwiać to i tamto. A ja wciąż w tym wszystkim niepewny, ale radzący sobie coraz lepiej. Dziękuję.
posted in bullshit, in-polish, travel, u nas w boliwii | country: bolivia | trackback | no comments »
Friday, January 15th, 2010
Jestem całkowicie odcięty od świata. Z wyboru i przyzwyczajenia. O trzęsieniu ziemii na Haiti dowiaduję się z facebooka. A, bo internet mam. Ale w życiu nie sprawdzam stron z wiadomościami, nie zaglądam na gazeta.pl, a wp.pl używam tylko jako testu na pinga. Telewizji nie oglądam też od lat. Gazety widuję tylko w kioskach. Takim murem ignorancji się otoczyłem. Nie znam twarzy, nazwisk, afer i dowodów. Nie mam pojęcia, czy Tusk jest jeszcze premierem, a Kaczyński prezydentem. Jestem wielkim ignorantem. Nawet na komentarze na facebooku nie odpowiadam. Książek oczywiście też nie. W sumie to mógłbym sobie coś sprowadzić z Polski i poczytać. Zalogować się na Morlina, czy Heliona jakiegoś. Hmmm… muszę nad tym pomyśleć. Nawet znajomi do mnie nie zagadują na gadu. No tak, bo jak ja siedzę na gadu, to dla was jest trzecia w nocy. Nawet nasza-klasa mi nie działa bo się backapuje o waszej czartej w nocy. Ilu z was widziało planszę “przepraszami, teraz nie możemy” ma naszej-klasie? Ja widzę ją bardzo często. Tak bardzo jestem odcięty od świata. Nie mam pojęcia co się dzieje. Z trudem się do mnie przebijają takie niusy jak, że Micheal Jackson nie żyje. A sorry, w Boliwijskiej telewizji powiedzieli, że tablicę z Auschwitz ukradli. Ta, jedyny news z Polski od kiedy umarł Papa. Taką egotyką tutaj w Boliwii jest Polska. Nie wiem też czy czekoladowy prezydent nie wywinął żartu noblowcom i nie ratyfikował jakiejś nowej wojny. Choć, nie, to bym się pewnie z facebooka dowiedział. To ja kreuję mój świat, to ja kreuję co do mnie dociera. Tak daleko musiałem pojechać, żeby się od tego oderwać. Bo tu nie ogląda się kuby wojewódzkiego, nie słucha audycji dwóch debili stojąc w korku w Warszawie. Taka cena tej wolności.
PS. A wódki to nie piję już od 12 miesięcy. Singani albo cachasę owszem. Ale wódki ani kropelki.
posted in bullshit, in-polish, travel | country: bolivia | trackback | no comments »
Wednesday, January 13th, 2010
W końcu mam internet w domu. Przerywany. Nowoczesna technologia, WiMax…. no tak, ale nie zapominajmy, że jesteśmy w Boliwii. Więc komfort korzystania przypomiana dial-up tepsy za starych lepszych czasów, co to jeszcze facebooka nie było. I modem, który raz na dwie godziny zamiera, przestaje odpowiadać na pingi i trzeba go ręcznie zrestartować. Ale spoko, znalazłem na boliwijskich stronach podziemia, anty-tepsowej tajnej organizacji, hasło do modemu, więc będę kombinował. Porty już sobie przekierowałem, żeby mi się Dr House szybciej ściągał. Nawet router wifi dokupiłem. A wszystko po to, żeby mieć jakąś namiastkę cywilizacji w tym pięknym, nie skażonym technologią kraju.
posted in bullshit, in-polish, travel | country: bolivia | trackback | no comments »
Tuesday, January 12th, 2010
Są blogi ciekawsze. Bardziej o podróżowaniu. Z lepszymi zdjęciami. Są blogi “profesjonalne”, pełne praktycznych informacji. Są blogi gdzie autorzy nie przeklinają, nie wylewają swoich smutków, żalów i przemyśleń. Są nawet blogi, których autorom nie wypadają włosy!!! Jest masa takich blogów. Czytam kilka, zaglądam na dziesiątki. A próba wyłonienia najlepszego, cóż moim zdaniem się nie da. To bardziej plebiscyt, który blog trafia do największej liczby odbiorców. Kto najczęściej uaktualnia, kto jest “najatrakcyjniejszy”. A ja lubię nic nie musieć. A ja lubię wrzucać to co lubię. A ja lubię swoją niszę, swój kawałek internetu. A ja nie lubię feedbacku, bo ma być po mojemu, a nie po twojemu. Bo to jest mój blog. Szalalala.
Ale znowu to zrobiłem, zgłosiłem bloga do Konkursu Blog Roku 2009. Żeby się podlinkować głównie. Oblukajcie kategorię Podróże i szeroki świat. Ludzie robią naprawdę niesamowite rzeczy. Lektura niektórych z tych blogów zastępuje mi książki na tym moim wygnaniu w Boliwii. Może i Wy znajdziecie coś dla siebie.
A jeśli już naprawdę musisz zagłosować, bo lubisz konkursy, to wyślij SMS o treści D00119 (de-zero-zero-ajnc-ajnc-noin) na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto. Z jednego telefonu tylko raz można. Głosowanie trwa od teraz do 21.01.2010 do 12:00. Zysk podobno idzie na coś charytatywnego. Ale lepiej, zaoszczędź, odwiedź mnie w La Paz i kup mi piwo. Tyle w tym temacie.
[Update: głosowanie zakończone, znowu nie wygrałem, oh well, czas bardziej okopać się w mojej niszy]

[foto by Gabicha]
PS. Żartowałem, chcę wygrać tego laptopa za 2950 zł netto, głosujcie na mnie, kurwa, a mój blog i tak jest najlepszy.
posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: nowhere | Comments Off