Archive for the in polish category

all walls are great if the roof doesn’t fall

Thursday, October 9th, 2008

[Badalin (the Great Wall) and Beijing, China]

Za Tomskim przyjechali znajomi - Artur i Asia (nasza modelka na Wielkim Murze), przez chwilę podróżujemy w tym samym kierunku.

Czupryna włóczykija drażniła mnie niezmiernie.

i can’t breathe with these words in my mouth, but i’m not going to say them, yeah, i’ve made that mistake before

Saturday, October 4th, 2008

[Beijing, China]

Już chyba tydzień siedzę w Pekinie. Śpię w 6-osobowym dormitory room w hostelu, gdy przychodzę do pokoju (zwykle około 4tej rano) ludzie już śpią, gdy się budzę (o 11stej) nikogo już nie ma. W hostelowym barze poznałem odpowiednich ludzi - grupa fotografów/artystów wracająca z festiwalu fotograficznego w Pingyao. Nie zwiedziłem jeszcze żadnego z turystycznych spotów, ale za to pojeździłem metrem, poszwędałem się po Hutongach - wąskich, uliczkach, pomiędzy małymi mieszkalnymi klitkami i fabrykami. Spędziłem jeden dzień fotografując z Angeliką, która nauczyła mnie sporo o robieniu portretów. Spędziłem też dużo czasu z Donem, który małą cyfrówką fotografuje uliczne sceny, których nie dostrzega nikt inny, bawi się. Wspólne obiady, piwka w hotelowej knajpie, rozmowy, poznawanie ludzi… Właściwi ludzie, przyjemnie i pożytecznie spędzony czas. I sporo niezłych fotek.

A w poniedziałek przyjeżdża Tomski.

in a place that don’t know my name

Friday, September 26th, 2008

[Chengdu, China]

Ostrzegali mnie od początku, że będzie ciężki tydzień, że Chińczycy mają wolne, że około 60 mln z nich wyrusza wtedy w drogę, że tłok, że bilety, że zaplanować. Następny tydzień. Ale już miałem przedsmak. Stacja kolejowa otoczona barierkami i kordonem policji. Plac przed stacją wypełniony ludźmi - wpuszczają na teren stacji tuż przed odjazdem. Pięciogodzinne opóźnienie pociągu. Pośród walizek, tobołków, zalegających ciał jeden białas z aparatem. Standardowo, na początku wielka sensacja, a potem, jak już okazało się, że obcy jest w dokładnie takiej samej sytuacji jak wszyscy już było ok. Czasem lepiej się wyróżniać, bo oto 200 par oczu pilnuje ci bagażu… A pani policjant próbowała powiedzieć mi, że na stacji nie można robić zdjęć, ale nie znaleźliśmy wspólnego języka - odpuściliśmy oboje.

Dziś Xian, a pojutrze już Pekin, tam prawdopodobnie przeczekam.

one thing I can never do, i can’t believe in me for you

Wednesday, September 24th, 2008

[Emei Mountain, China]

Dosyć szybko przekonuję się, że samotny trekking w chmurze w 30 stopniowym upale nie jest czymś, co lubię robić. No dobra, 5h wspinałem się po tych schodach. Ale w końcu odpuściłem, zjechałem do wioski (taki Szczyrk), wyspałem się jak człowiek, pojadłem jak człowiek, a następnego dnia autobus i kolejka linowa na sam szczyt i do widzenia. Cóż niech sobie niektórzy wolą 4 dni w chmurze, w pocie, w zapchlonych łóżkach, nie ja.

i look for a corner or a quieter room

Friday, September 19th, 2008

[Jade Dragon Snow Mountain, China]

To był chyba najgorszy dzień ze wszystkich. Zorganizowana wycieczka z chińskimi turystami. Nikt nie mówił po angielsku, traktowali mnie jak zwierzę/idiotę, musiałem czekać i marnować czas, toteż “let’s go, go, go”, i góra szczelnie pokryta chmurą, chińscy turyści w wypożyczonych czerwonych kurtkach jak te pierdolone lemmingi, oczywiście okazywali radość z osiągnięcia 4000m drąc się wniebogłosy. Szkoda gadać.

snowflakes that kill

Thursday, September 18th, 2008

[2008-09-10 - Lugu Lake, China]

Lugu Lake, gdzie piłem piwo Snowflake. A mój przyjaciel Tomek ma t-shirt z napisem “Snowflakes that kill”. W ten sposób zrozumiałem kolejny kawałek wszechświata.

[2008-09-19 - Zjechałem z gór (11h), następnie pociąg (9h) i jestem w Chengdu. Znowu ciepło, t-tshirt i sandały, that's better. Jak widać mam laga w zdjęciach.]

tyle wspólnego co z samochodami, drogimi, czyli nic

Monday, September 15th, 2008

Takie kwiatki można znaleźć przechadzając się pomiędzy domkami wokół klasztoru buddyjskiego w Shangrila.

najbardziej mnie teraz wkurwia u młodzieży to, że już więcej do niej nie należę

Monday, September 15th, 2008

[Lijiang, China]

Wszystkie przewodniki mówią o Lijiang, że jego stare miasto to labirynt kamiennych uliczek, w których łatwo się zgubić. Po tygodniu tam znałem każdą z nich, miałem ulubione miejsca z lokalnym i zachodnim jedzeniem, ulubiony spożywczy, gdzie sprzedawca cieszył się na mój widok, uliczni muzycy zaczęli mnie rozpoznawać, a ekspaci zaczęli powoli wciągać mnie do swojej społeczności. A to może oznaczać tylko jedno - czas ruszyć tyłek w inne miejsce.

[2008-09-16 - Jestem w Zhongdian (Shangrila) na ponad 3000 m, powiewa zapachem Tybetu, ale nie pakuję się tam, jadę dalej na północ.]

droga na hel

Tuesday, September 9th, 2008

Przyjechałem z Dali do Lijiang… 6 dni temu. Uciekłem przed złą pogodą, ale tu wcale pogoda nie lepsza. No ale jakoś zasiedziałem się, bo ileż można uciekać przed niepogodą. Tym bardziej, że zamieszkałem w guest house’ie prowadzonym przez dziewczę, które zwie się Joy - “Enjoy Inn”. Poza tym przeziębienie, deszcze i chwilowy spadek motywacji do przemieszczania się. Jeszcze trochę pokręcę się po okolicy. Zdjęcia później.

music is my aeroplane

Monday, September 8th, 2008

Noc przed komputerem, by odświeżyć stare nałogi. A rano powoli wstrzykuję sobie porządną dawkę zupełnie nowej muzyki. Nowe albumy ulubionych stawiają na nogi, dodają chęci, pchają do przodu. Zabierają myśli, że może ja tutaj wariuję, bo oni śpiewają o tym co myślę, co czuję, za czym tęsknię, co tracę. A czasem to poprostu zagłuszacz tego zgiełku, czasem tylko Metallica, Linkin Park, czy Kazik, bez tego czasem nie dałbym rady w tym wrzaskliwym tłumie.

Wniosek: trzeba pielęgnować nałogi. :-)