Archive for the songs category

every gun i’ve ever held went off

Wednesday, September 9th, 2009

[La Paz to Coroico, Bolivia]

road from la paz to coroico

road from la paz to coroico

road from la paz to coroico

gdy straciłeś coś co kochałeś
gdy wydaje ci się że zawalił się świat
pamiętaj
wszystko ma swoją przyczynę
to tylko po to byś następnym razem wzbił się wyżej

powstaniesz i jeżeli się otrząśniesz
to będziesz rozumiał więcej i widział lepiej
złe doświadczenie
było lekcją, szkołą, drogą
przeszkodą na drodze do celu

###

A tymczasem wsiadam dziś na statek, który w ciągu 4 dni powinien zieloną autostradą zawieźć do Iquitos, miasta w dżungli, które ma 0,5 mln mieszkańców, a do którego nie prowadzi żadna droga.

Automat będzie publikował kilka postów w międzyczasie, gdy ja będę się lenił, jadł smażone banany, gapił na zmieniający się brzeg.

sok ze świeżo wyciśniętych mandarynek

Wednesday, August 19th, 2009

A czy ty wiesz, co to znaczy trójmiejską plażą nocą przejść się boso? Wśród świateł miast i portów, i tysięcy gwiazd? Albo z beskidzkich gór wieczorem zejść do schroniska w dolinie? Gdzie gitara, czajnik na ogniu, opalone twarze, i zimne Tyskie albo Żywiec, i uśmiechy na twarzach. A czy ty wiesz co znaczy ze znajomymi na piwo iść? Po pracy, przez zimno, na chwilę zagrzać się w jakiejś enklawie ciepła? A czy ty wiesz co znaczy do pawilonów przy Nowym Świecie z kumplem iść? W kafefajce przy piwku zapalić jabłkowo-miętową faję fodną przy tureckiej muzyce? A czy ty wiesz co to święta, śnieg, kolędy, dzieciaki jak zwykle pod stołem? I dziadek co ma 100 lat już prawie w starym garniturze?

powiedziałem. A ona na to:

A czy ty wiesz, co znaczy w dżungli łódką małą rzeką płynąć o poranku? Wśród ciszy, zapachów i miliona owadów? Albo tańczyć tinku na środku ulicy, wśród bębnów i trąbek? Przez pot i zmęczenie widzieć szczęśliwe twarze ludzi, dla których ten taniec. A czy ty wiesz co znaczy spojrzeć w oczy polującego kondora? Wysoko na krawędzi przepaści spotkać się z nim? A czy ty wiesz co to znaczy ranem, gdy słońce już trochę wstało, z koncertu, taksówką przez dolinę domów w La Paz jechać? Widzieć budzące się miasto, otwierane sklepy i stragany, a w dali ponad widzieć zaśnieżone szczyty? A czy ty wiesz co to sok z tumby, słodka moka-moka, świeże awokado, sałatka owocowa? Sok ze świeżo wyciśniętych mandarynek?

bo to chyba trzeba

Monday, August 10th, 2009

bo to chyba trzeba zestarzeć się razem
wsród tych ulic codziennych
czasem wśród muzyki i zapachu kadzidełka
tarzać się we wspólnym szczęściu

bo to chyba trzeba iść wciąż przed siebie
zrozumieć coś, coś odkryć
zdobyć jakiś swój szczyt
ciągle szukać, nic nie mieć

bo to chyba trzeba prowadzić wojny i nawracać
bezkompromisowo zmieniać świat
reperować, sprzątać, wygładzać
wrogów nienawidzieć

bo to chyba trzeba pijakiem być
dryfować wśród dymu i szklanek
lewitować wysoko nad pisuarem
obracać wszystko w prostacki żart

zapomniałem Ci powiedzieć, że…

Saturday, August 8th, 2009

Z La Paz spotkaliśmy się przypadkiem. Miasto nie wiedziało, że przyjdę, że pojawię się w tych miejscach. Ba, nie wiedziało nawet o moim istnieniu. Poznaliśmy się przez jakichś znajomych znajomych. Zupełnie przypadkiem.

La Paz na początku wydawało się bardzo egzotyczne. Miało inny kolor skóry. Jednak po chwili rozmowy wydało się jakoś trochę znajome. Wymieniliśmy pierwsze uśmiechy.

Z La Paz zaczęliśmy się spotykać – najpierw przypadkiem, pojawiać się w tych samych miejscach. Najpierw w małych i średnich barach, na koncertach, przy dobrej muzyce. Wtedy odkryliśmy, że tak samo lubimy nurzać się w dźwiękach, czasem miękko samotnie płynąć zasłuchani, czasem w dzikim wspólnym tańcu. Gdy to odkryliśmy – zaiskrzyło.

Zaczęliśmy się spotykać z La Paz – już nie przypadkiem. Gdy złamana została pierwsza niepewność coraz odważniej zaczęliśmy stąpać i łapać się za rękę. Przyjeżdżaliśmy do siebie tymi busami, co są ich tysiące w każdym kierunku, współdzielonymi taksówkami. Tylko w nocy czasem (a właściwie nad ranem) La Paz zamawiało dla mnie taksówkę. Wszystko szło gładko, bo wszyscy życzyli nam dobrze i pomagali odnaleźć siebie w tym mieście. Czasem tylko ktoś rzucił zdziwione spojrzenie – co ten białas robi z La Paz? Ale zazwyczaj nikt jakoś szczególnie się nie dziwił – wszyscy widzieli, że La Paz jest śliczne i może być z kim chce. A białas wydawał się dosyć sympatyczny.

La Paz coraz bardziej oswaja się ze mną, a ja z nim. La Paz obnaża się przede mną ze wszystkich swoich sekretów, opowiada coraz więcej swoich historii. A ja nurzam się w tym jakbym nigdy wcześniej nie był w żadnym dużym mieście. Czas z La Paz zlewa mi się w jeden wielki sen, w którym każdy dzień jest lepszy od poprzedniego.

La Paz i ja znowu mamy niewyspane oczy, jednak nie możemy zmienić tego stylu życia. W tych miejscach, gdzie czujemy się dobrze – zostajemy do końca nocy. Bez planu na jutro, cieszymy się dzisiaj.

La Paz rozkochało mnie do utraty tchu. La Paz kusi, żebym został na zawsze.

La Paz, el 8 de Augusto 2009

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

la paz streets

ja tylko powiedziałem dowcip kolego, a ty nie zrozumiałeś, kolego

Wednesday, July 29th, 2009

[Isla Incahuasi (aka Isla del Pescado, Isla de los Pescadores), Salar de Uyuni, Bolivia]

Miejsce gdzie intensywne miewa sie sny. Podobno na wyspie mieszka i pracuje tylko 12 osob. Rozmawialismy z kilkoma z nich. Do teraz nie wiemy, czy to przypadkiem nie byly duchy. Nie mozna tu zarezerwowac noclegu. Cisza, pustka, przestrzen noca. A za dnia dziesiatki jeepow i setki turystow.

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

salar de uyuni isla del pescado incahuasi

Dlaczego mam się tłumaczyć ze stwardniałych pięt, zamiłowania do zachodów słońca, kadrów, otwartych butelek, intymnych myśli, nastrojów, słów ciężkich jak ołów, zmęczonych nóg i płuc? Dlaczego mam się tłumaczyć z rozdanych uśmiechów, które cię nie dotyczą, ze stwardniałego serca, które czasem pęka, z podłych posiłków, brudnych kibli i trzeszczących łóżek?

Pozwól mi schować się za metaforą, nieśmiało namalować kawałek siebie, wychylić się za krzaka i czasem zamyśleć. Pozwól mi tańczyć, gdy gra moja muzyka, pozwól mi śpiewać, pozwól mi płakać, pozwól mi wyjść, gdy nie pasuję.

A ty chcesz mi domalować skrzydła albo rogi, podmalować rzęsy, rozgrzać ręce i duszę, nauczyć kochać, tęsknić, szanować i porzucać. A wszystko na twój sposób.

Bo nasze światy to osiedla na drugich końcach miasta, kanapy po przeciwnych stronach baru, statki ledwo widzące się na horyzoncie.

PS. Każda krytyka, to jak kontrast wstrzyknięty do organizmu, zwijam się jak kwiatek na noc, zamykam, żeby zdiagnozować, o co naprawdę mi chodzi, dlaczego i dokąd. I wiesz co? Zwykle na końcu i tak ja mam rację. W mojej głowie przynajmniej. “Can’t help thinking about me.” Bo tak jak ty, nie mogę przestać myśleć, że rozumiem lepiej, wiem więcej i że znalazłem receptę. Swoją własną.

nadpalone mosty

Wednesday, February 25th, 2009

nie mogę uciec od słów:

wczoraj
praca
kryzys
kurs złotówki
ona
plany
bezpieczeństwo

niebezpiecznie przysłaniają mi:

teraz
radość
nadzieja
doświadczanie
optymizm
zmiany

pracuję nad tym.

be good, get good or give up

Wednesday, January 21st, 2009

w ponury zimowy wieczór
uwiera bardziej niż zwykle
zbyt twardy kręgosłup moralny

jestem od

Monday, December 1st, 2008

od bezmyślnego gapienia się przez okno na mijane krajobrazy, miasta, wioski
od nieprzewidywalności czekającej za każdym rogiem ulicy
od zerkania na kompas, by zawsze wiedzieć gdzie jest północ
od innej temperatury światła, która sprawia, że wszystko wygląda jak w bajce albo starym filmie
od coraz to nowych kadrów, nowych twarzy, uśmiechów i grymasów
jestem uzależniony