the world is my playground too and i’ll do what i like

Tuesday, May 26th, 2009

[Pantanal, Brazil]

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

pantanal, brazil

so why’d you come home to this faithless town

Tuesday, May 26th, 2009

[Bororo indians, Tarumã, Rondonópolis, Brazil]

Fotki z osady Tarumã indian Bororo, o których wspomniałem tu.

Bororo indians

Bororo indians

Bororo indians

portret farmera

Monday, May 25th, 2009

[Rondonópolis, Brazil]

portrait of a farmer

na farmie fajnie jest

Monday, May 25th, 2009

[Primavera do Leste, Brazil]

Zdjęcia z wizyty na farmie (tej z Rafaelem i Thalitą).

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

farm visit, Primavera do Leste, Brazil

and then you took the words right out of my mouth

Saturday, May 23rd, 2009

[Pantanal, Brazil]

piranha kiss

A oto namacalny dowód, że żyję i mam się dobrze.

It’s all quite safe… if you’re lucky.

Friday, May 22nd, 2009

Ostatnie dni spędziłem na farmie pośród równin Pantanalu, gdzie oglądałem różne dziwne zwierzątka, łowiłem piranie, jeździłem konno, a nocami pijąc campirynie i cachace, grałem w pokera z Leanną i Jasonem – sympatyczną parką Kanadyjczyków i Josem – życzliwym Żydkiem, którego oskubaliśmy niemiłosiernie. Fotki później.

Po tem jedna noc W Corumbie, a teraz już siedzę w Quijarro w Boliwii, czekając na pociąg, który ma mnie zabrać do Santa Cruz. Znowu ścisk żołądka (właściwie od kilku dni), który występuje zawsze przed wizytą w nowym kraju. Ale przekraczam granicę i znowu momentalnie widać różnicę. Inne drogi (do dupy), samochody (rozpadające się), ludzie (ponad 50% populacji to Indianie). No i znowu można się dogadać po Hiszpańsku. Uważać na siebie trzeba, ale jak mówi przysłowie “uda są zawsze dwa – albo się uda albo się nie uda”. Albo jak powiedział spotkany ostatnio Japończyk (w podróży po Ameryce Środkowej i Połuidniowej od roku) “It’s all quite safe… if you’re lucky.” To tyle, żyję i mam się dobrze.

trzeci został przyjacielem ryb w jeziorze. ten trzeci ma najgorzej.

Sunday, May 17th, 2009

[Balneário Municipal, Bonito, Brazil]

rybki

jakie czasy tacy kowboje

Saturday, May 16th, 2009

[Rondonópolis, Brazil]

kowboj