kolorowy Hong Kong

Monday, January 5th, 2009

[Hong Kong (China)]

Hong Kong to kolory, dwupiętrowe tramwaje i autobusy, pokryte reklamami z gigantycznymi kolorowymi ludźmi, stalowe niebo odbijające się od stalowo-szklanych drapaczy chmur, niebieski ocean, zielone szczyty porośnięte dżunglą, zielone płachty na budynkach pokrytych bambusowymi rusztowaniami, kolorowe neony.

o ile się nie mylę chwilowo przybieram na sile

Sunday, January 4th, 2009

[Hong Kong (China)]

Vanessa i Bessie umilały mi jak mogły pobyt w Hong Kongu. Były restauracje, widoki, znajomi, a nawet karaoke. W jednym ze specjalnie przygotowanych wygłuszonych pokojów ze sprzętem spotykaliśmy się przy piwku, żeby pośpiewać piosenki. Oczywiście królowały wyciskacze łez rodem z Tajwanu i Hong Kongu. Niestety nie wykazałem większego talentu w tej dziedzinie (dla ułatwienia miałem do wyboru również anglojęzyczne hiciory). Za to skośnoocy znajomi śpiewali jak gwiazdy popu.

i like crazy people. i like the way they think.

Tuesday, December 23rd, 2008

[Hong Kong (China)]

the beach

Sunday, December 21st, 2008

[Hong Kong (China)]

Zanim pojechałem do Hong Kongu, to miałem wyobrażenie, że jest to skrawek lądu całkowicie zabudowany drapaczami chmur, miasto wielkich interesów, gdzie miliony ludzi tłoczą się w malutkich mieszkaniach w ogromnych apartamentowcach. I rzeczywiście mamy “city”, które dokładnie odpowiada temu opisowi. Ale, niespodzianka, 75% terytorium to tropikalne lasy, laguny, bezludne plaże i wyspy. Wystarczy wsiąść w autobus jeden i drugi, wyjechać ze strefy miejskiej, potem mały trekking (albo autostop :-) ) i można znaleźć się na plaży, gdzie będziemy jedynymi gośćmi. Tak jak ja i Paco (Hiszpan, z którym zwiedzałem HK). Pograliśmy nawet w kręgle przy pomocy boji i pustych puszek po piwie.

Zgłosiłem blog do konkursu Blog Roku 2008. A co tam.

przecież nigdy nie byłem w Londynie

Monday, October 27th, 2008

Dziś wieczorem z Hong Kongu przez Londyn wracam do Polandii. Pewnie najpierw Warszawa, a potem Trójmiasto.

Jeszcze trochę czasu minie zanim wygrzebię się spod tony zdjęć, które zrobiłem, więc nadal będę tutaj postował egzotyczne klimaty.

i’m leaving but i don’t know where to

Thursday, October 23rd, 2008

[2008-10-20, T99B, Shanghai - Hong Kong]

Prysznic, pakowanie, check-out, przechowalnia bagażu, śniadanie, laptop, internet, ładowarki, sprite. Pożegnanie z nowym przyjacielem, którego pewnie nieprędko (jeśli w ogóle) zobaczę. Ale nigdy nie wiadomo, w końcu nie raz tak zawiązane znajomości miały ciąg dalszy.

Plecak, metro. Chichoczące Chinki (w Szanghaju ładne i fajnie ubrane). 3 stacje. Przepychanie się przy wysiadaniu. Korek z ludzi przy schodach, by zejść z peronu. Przejście podziemne, tłok, facet, który nad śmietnikiem “czyści gardło” i soczyście spluwa (bo w metrze wiszą zakazy “No spitting”). Bramka metra, która połyka bilet. Prześwietlanie bagażu przy wejściu na stację kolejową. Kontrola paszportu. “Sir, you will need another visa if you want to come back to China”. “I know, thank you.” Droga na stacji oznaczona jest znakami “Exit from the country”. Pięknie powiedziane. Wsiadam w pociąg. Hard sleeper, top berth - tak jak lubię. Maksimum intymności, najmniej ciekawskich oczu, blisko półki z bagażem. Książka.

Kolacja w warsie. I wtedy mnie uderza. Że to się dzieje po raz ostatni. Głośne rozmowy Chińczyków przy sąsiednich stolikach, kucharze, personel i goście palący szlugi pod nic nie znaczącymi zakazami palenia, kelnerka, która stawia przed tobą talerz nie patrząc na ciebie i zapomina przynieść pałeczek. To wszystko z czym na codzień musiałem się ścierać, aż w końcu zaakceptowałem i przywykłem, nagle wzrusza i rozwala na kawałeczki. Opuszczcam to miejsce, którego się nauczyłem, częściowo zrozumiałem, polubiłem.

Podróż na pewno odniosła skutek. Trochę czasu zajmuje uświadomienie sobie, że świat naprawdę kręci się i bez ciebie. Wyjście poza ramy pozwala ujrzeć obraz z innej perspektywy. Nagle dostrzegasz więcej możliwości, nabierasz przekonania, że jest milion sposobów, żeby sobie poradzić, milion rzeczy, którymi można się zająć. Przetasowują się priorytety.

Wracam - wznoszę toast ciepławym Tsingtao w miękko mknącym przez noc wagonie restauracyjnym. Czuję się tak jak wtedy w samolocie, wracając z Nicei z ostatniej podróży służbowej, z kieliszkiem szampana w ręku, już po wypowiedzeniu umowy o pracę, to samo poczucie, że oto zostawiam za sobą coś far behind.

Got out from China just before my visa expired. The last days I will spend in Hongkong. Luckily I will be hanging out with the newly-met friends (from this trip) - tiny B and V. Happy to be seing them again, cause the chances for that were pretty low. But you know… life is full of surprises. ;-)