what i did on May 20th

Wednesday, June 18th, 2008

656

Friday, June 6th, 2008

powoli schodzi niepokój
stan ciągłego napięcia
mijają chęci do walki
o chwilowo nieistotne

szybciej rosną mi skrzydła
na wygrzanym poddaszu
gdy wokół na horyzoncie
letnia łuna miasta

a na dachu anioł stróż
kumpel po godzinach
siedząc koło mnie w t-shircie
posyła przewrotny uśmiech

a sweet medicine

Saturday, May 10th, 2008

i want to be a ghost
taking the longest rides
jumping from one place to another
catching overnight flights
being a day-time illusion
in places that i don’t like
carrying with me in a suitcase
same thoughts same wonder-whys

Or not. (part2)

Tuesday, May 6th, 2008

What can I say? I can just smile and keep the confusing emotions inside me or I can go for another pointless war with this nonsense.

Knowing the direction is too much commitment for me. In new cities the question that confuses me most is “For how many nights, sir?”. How should I know? Will anything good happen to me here? “Three perhaps, maybe more.” Yeah, three sounds good.

So what should I say?

Good luck and goodbye. And maybe see you around.

Or not.

gdzieś zniknął pancerz który krępował mnie

Thursday, April 10th, 2008

Kamyczek do kamyczka układam żmudnie kopiec marzeń. Zaczyna mieć formę realną. Marzenia zbyt szalone by w nie uwierzyć nagle stają się rzeczywistością. I ufam, że teraz wszystko będzie po mojej myśli. Że stanie się to, w co wierzyłem. Że ta droga kręta i trudna na końcu okaże się najlepszą z możliwych i jedyną właściwą.

Napisałem do Sandry, czy nie chce wyruszyć do Ameryki Południowej za trzy miesiące. Czekam na odzew.

so i’d better be me and you’d better be you

Saturday, April 5th, 2008

Nadchodzę. Tylko tyle.

(Jeszcze nigdy przeciwności losu nie działały tak bardzo na moją korzyść jak teraz.)

he’s got a daytime job he’s doing alright

Tuesday, April 1st, 2008

i oczywiście właśnie teraz, pojawiają się perspektywy, że to mogłoby działać, że byłoby łatwiejsze. jak dostawa amunicji do miasta, które się poddało. jak czepek kąpielowy na pustyni. jak paczka z prezentami na poczcie tydzień po świętach. jak order dla martwego jubilata. jak klucz do skrytki w spalonym domu. cicha presja ściśniętego żołądka, nawałnica niesprzyjających okoliczności i przegrana wojna roztrzęsionych nerwów.

we can say anything, but we just can’t say it loud

Sunday, March 16th, 2008

w mojej głowie tylko spam

and hope our eyes keep telling lies

Monday, February 25th, 2008

A kiedy zrobię ten mały kroczek, który dzieli mnie od tego co mam zrobić, gdy pokonam wszystkie fałszywe trzymające mnie niepewności, to obiecuję sobie cieszyć się każdą chwilą tego doświadczenia, zaglądać ciekawsko w każdy zakamarek i poznawać, starać się zrozumieć, smakować (nawet z grymasem na ustach). I znaleźć miejsca i zajęcia, w których naprawdę będę czuł się dobrze. Dzielić uśmiechy i czynić dobro. Naprawdę żyć.

Choose a fucking big television, choose washing machines, cars, compact disc players and electrical tin openers.

Wednesday, February 13th, 2008

Podglądam nieznajomych, którzy podróżują. Słońce, palmy, miasta, zwierzęta, ludzie, kolory. A to przecież tylko namiastka. Brakuje zapachów, smaków, dźwięków. Stationary travelling. Zapalam kadzidełko. Tęsknię, wspominam, marzę. Zbieram siły.

W ten weekend kolejna podróż. Kolejna zaliczona razem stolica. Varsovie. Ciekawe co czeka nas tam. Trzeba pielęgnować w sobie szaleństwo, bo inaczej skończymy jako banda zgorzkniałych staruszków.

Choose Life.