dosyć tego

Thursday, November 27th, 2008

Prawie już miesiąc zbieram się do kupy po przyjeździe. Wciąż żyję przeszłością, grzebię się w nieprzejrzanych zdjęciach, obrabiam, wrzucam. Rzygam tym już. A pogoda dopełnia dzieła zniszczenia – niemal nie wychodzę z domu. No dobra nadrabiam zaległości filmowe, serialowe, internetowe, muzyczne, ale ile można. No i niby przygotowuję się do następnego skoku w dal, ale kurde nie z tej strony co trzeba. Czas się jakoś ogarnąć.

A w Bombaju poszły bomby, a nawet AK47 i granaty podobno. A ja dziś marzyłem o Indiach znowu. Nawet pytałem znajomą Hinduskę o festiwale religijne. Crazy world, mam nadzieję, że się uspokoi.

Póki co siedzę w Trójmieście, planuję jeden weekend w Warszawie (przyjeżdża Ignacio z Brukseli), więc jesli ktośby chciał obejrzeć/pomacać moją łysą pałę, to proszę o kontakt.

gra w karty

Sunday, November 23rd, 2008

hold on to your kite (just don’t let me down)

Saturday, November 22nd, 2008

takie do CV

uroczyste otwarcie sezonu

Thursday, November 20th, 2008

…na czapkę

Sofa project – update

Friday, November 7th, 2008

I got the first replies on the Sofa project – many thanks. To keep track on it I added the link in the header. I will keep updating the original post with the participants list. Many thanks, waiting for more!


[Nalesnik's sofa]

nowy projekt / new project announced – SOFA

Thursday, November 6th, 2008

(English version below)

Niniejszym ogłaszam nowy projekt fotograficzny, do którego chciałbym Ciebie zaprosić. Pomysł jest następujący – zapraszasz mnie na swoją kanapę na kilka dni (wymagań nie mam dużych, podłoga też ujdzie). W tym czasie dokumentuję Miejsce w Którym Żyjesz i Ciebie w Nim. To takie proste. To jak? Zgłoszenia/zaproszenia na maila albo w komentarzach.

(English version)

Hereby I announce a new photographic project and invite you to participate in it. The idea is as follows: you invite me to your sleep on your sofa for a couple of days (I don’t have big needs, floor is also ok). At that time I would document You And The Place You Live In. It’s that simple. So how would it be? Please submit your registrations/invitations via email or comments.

20071205_0002.jpg
[Tomski's "sofa" - December 2007]

update:
Participants:
1. Tomski – Warsaw, Poland [some pics made, waiting for more]
2. Naleśnik – Warsaw, Poland [done: 1]
3. Noriko & Coskun – Bursa, Turkey [to be done]
4. Imper – location unknown [to be done]
5. Wejdi – Bursa, Turkey [to be done]
6. Nat – London, UK [in 2009]
7. Domka – Warsaw, Poland [soon]
8. Elizabeth – Shanghai, China or Madison, USA or who knows [hmmmm]
9. Sandra Ch.- Winterthur, Switzerland [to be done]
10. Mat – Seattle, USA [to be done]
11. Justa & Geoffrey – Paris, France [to be done]
12. Ewa Kamila – somewhere, somehow [to be done]
13. Gosia M.-Cz. – Canada [to be done]
14. Ewa Iskierka – Sydney, Australia [to be done]
15. Ola B – Gdynia, Poland [to be done]
16. Walt Balenovich – Toronto, Canada [to be done]
17. Roma Piotrowska – Birmingham, UK [to be done]
18. kozica – Warszawa (Bielany), Poland [to be done]
19. Anita Damas – Florianopolis, Brazylia [to be done]

music is my aeroplane

Monday, September 8th, 2008

Noc przed komputerem, by odświeżyć stare nałogi. A rano powoli wstrzykuję sobie porządną dawkę zupełnie nowej muzyki. Nowe albumy ulubionych stawiają na nogi, dodają chęci, pchają do przodu. Zabierają myśli, że może ja tutaj wariuję, bo oni śpiewają o tym co myślę, co czuję, za czym tęsknię, co tracę. A czasem to poprostu zagłuszacz tego zgiełku, czasem tylko Metallica, Linkin Park, czy Kazik, bez tego czasem nie dałbym rady w tym wrzaskliwym tłumie.

Wniosek: trzeba pielęgnować nałogi. :-)

something sweet

Monday, September 8th, 2008

jest jeszcze czas
by nauczyć się od nowa
bram, ulic, dzielnic
wysiedzianych kanap

jest jeszcze szansa
spamiętać numery i trasy
przejścia podziemne
ciemne bary

jeszcze nie jest za późno
by znaleźć spożywczy
gdzie w klapkach latem
twarożek i pół kilo czereśni

nie tam

Saturday, August 9th, 2008

siedzę wtulony w kanapę
z playlisty muzyka gra
która to taka impreza
na której siedzę tak sam

patrzę na kształty i twarze
chłonę ulotny gwar
i myślę że tego stanu
nikt nie zna tu tylko ja

wychodzę skąpiąc pożegnań
bo mało kto mnie tu zna
to tylko ten dziwny koleś
co siedział cały czas sam

na szczęście dziś to nie o mnie
dzisiaj nie siedzę tam sam
dziś wtulam się w brzmienie muzyki
pod parasolem z gwiazd

sami przynoszą rachunek
na zewnątrz zostałem sam
wszyscy już poszli do domów
wszyscy tylko nie ja

a potem w pustym pokoju
przez okno wlewa się żar
w tym bezsensownym nastroju
znowu nie mogę spać

znów myślę o tym co mogłem
co miałem czego mi brak
chyba już czas zmienić miejsce
i pognać w tak zwany świat

na szczęście dziś to nie o mnie
ja dzisiaj zasnę nie tak
dziś zasnę w hamaku z marzeń
otuli mnie letni wiatr

i znowu gdzieś się zgubiłem
polazłem znowu nie tak
straciłem na chwilę z oczu
i nagle jestem nie tam

nie wiem jak mam się odnaleźć
tęsknota ma potu smak
z czoła mi kapie zmęczenie
butelka wciąż traci smak

to jest ten moment że wątpię
zgubiony wśród obcych ścian
wątpię czy trafię z powrotem
czy jeszcze będzie ktoś tam

sing something good to me

Friday, July 18th, 2008

Jest czas zabijania i jest czas zbierania health’ów.

czy to ważne?

Thursday, July 3rd, 2008

kupiłem KOMPAS.

czy to ważne?

Thursday, July 3rd, 2008

dyliżans kursuje raz na dwa lata. dopuszczalne spóźnienie 3 miesiące.

a najlepsze jest to

Tuesday, July 1st, 2008

że budząc się nie myślę co muszę dzisiaj zrobić
tylko co mogę

just don’t forget that it’s dumb luck that got you here

Friday, June 20th, 2008

June 30th is my last day at work. I have decided to take some time off (as much as needed) to rest, travel, make some pics… Do whatever I feel like doing. I have no fixed plan, no arrangements, no plane tickets, no route. “If you don’t know where you’re going any road will take you there” – I will try to put these words into action. I hope to see again some of my old friends and make some new friends. I am planning to taste some new flavours and maybe get some suntan. I have no goal, like travel around the world or something. Whatever the future brings.

So… be ready, cause soon you might see me knocking at your door, willing to use your couch. :-)

See you around.

what i did on May 20th

Wednesday, June 18th, 2008

656

Friday, June 6th, 2008

powoli schodzi niepokój
stan ciągłego napięcia
mijają chęci do walki
o chwilowo nieistotne

szybciej rosną mi skrzydła
na wygrzanym poddaszu
gdy wokół na horyzoncie
letnia łuna miasta

a na dachu anioł stróż
kumpel po godzinach
siedząc koło mnie w t-shircie
posyła przewrotny uśmiech

a sweet medicine

Saturday, May 10th, 2008

i want to be a ghost
taking the longest rides
jumping from one place to another
catching overnight flights
being a day-time illusion
in places that i don’t like
carrying with me in a suitcase
same thoughts same wonder-whys

Or not. (part2)

Tuesday, May 6th, 2008

What can I say? I can just smile and keep the confusing emotions inside me or I can go for another pointless war with this nonsense.

Knowing the direction is too much commitment for me. In new cities the question that confuses me most is “For how many nights, sir?”. How should I know? Will anything good happen to me here? “Three perhaps, maybe more.” Yeah, three sounds good.

So what should I say?

Good luck and goodbye. And maybe see you around.

Or not.

gdzieś zniknął pancerz który krępował mnie

Thursday, April 10th, 2008

Kamyczek do kamyczka układam żmudnie kopiec marzeń. Zaczyna mieć formę realną. Marzenia zbyt szalone by w nie uwierzyć nagle stają się rzeczywistością. I ufam, że teraz wszystko będzie po mojej myśli. Że stanie się to, w co wierzyłem. Że ta droga kręta i trudna na końcu okaże się najlepszą z możliwych i jedyną właściwą.

Napisałem do Sandry, czy nie chce wyruszyć do Ameryki Południowej za trzy miesiące. Czekam na odzew.

so i’d better be me and you’d better be you

Saturday, April 5th, 2008

Nadchodzę. Tylko tyle.

(Jeszcze nigdy przeciwności losu nie działały tak bardzo na moją korzyść jak teraz.)

he’s got a daytime job he’s doing alright

Tuesday, April 1st, 2008

i oczywiście właśnie teraz, pojawiają się perspektywy, że to mogłoby działać, że byłoby łatwiejsze. jak dostawa amunicji do miasta, które się poddało. jak czepek kąpielowy na pustyni. jak paczka z prezentami na poczcie tydzień po świętach. jak order dla martwego jubilata. jak klucz do skrytki w spalonym domu. cicha presja ściśniętego żołądka, nawałnica niesprzyjających okoliczności i przegrana wojna roztrzęsionych nerwów.

we can say anything, but we just can’t say it loud

Sunday, March 16th, 2008

w mojej głowie tylko spam

and hope our eyes keep telling lies

Monday, February 25th, 2008

A kiedy zrobię ten mały kroczek, który dzieli mnie od tego co mam zrobić, gdy pokonam wszystkie fałszywe trzymające mnie niepewności, to obiecuję sobie cieszyć się każdą chwilą tego doświadczenia, zaglądać ciekawsko w każdy zakamarek i poznawać, starać się zrozumieć, smakować (nawet z grymasem na ustach). I znaleźć miejsca i zajęcia, w których naprawdę będę czuł się dobrze. Dzielić uśmiechy i czynić dobro. Naprawdę żyć.

Choose a fucking big television, choose washing machines, cars, compact disc players and electrical tin openers.

Wednesday, February 13th, 2008

Podglądam nieznajomych, którzy podróżują. Słońce, palmy, miasta, zwierzęta, ludzie, kolory. A to przecież tylko namiastka. Brakuje zapachów, smaków, dźwięków. Stationary travelling. Zapalam kadzidełko. Tęsknię, wspominam, marzę. Zbieram siły.

W ten weekend kolejna podróż. Kolejna zaliczona razem stolica. Varsovie. Ciekawe co czeka nas tam. Trzeba pielęgnować w sobie szaleństwo, bo inaczej skończymy jako banda zgorzkniałych staruszków.

Choose Life.

you only get one shot, do not miss your chance to blow

Wednesday, January 30th, 2008

forget about your dreams
choose the unimportant
sell your soul
buy a new watch