all these days I spend away i’ll make up for this I swear

2008-01-19 – 03:10

imagine you go away on a business trip one day and when you come back home, your children have grown and you never made your wife moan

2008-01-17 – 18:02

Why don’t we go there again and stop every time we cross the bridge? Or fly away to somewhere new. Cause there are bridges almost everywhere. ;-)

sprawdź czy działa miecz, wracamy inną drogą

2008-01-16 – 01:09

I need a weekend already!

i wish that could be me but its just not possible

2008-01-15 – 02:39

Today I made a new page on this blog – Inspirations. These are some random links which enable me travel around a world or walk in somebody else’s shoes without even moving my lazy ass out of home (or office). Enjoy.

PS. I had to do some programming for that… so let me know if something doesn’t work right… You know, I am not so good with computers and this stuff.

biorę co rozda życie Made in Polska

2008-01-12 – 19:16

[Paris, 2-6.01.2008]






A jeśli spytasz mnie jak pamiętać to chcę, odpowiem ci, że właśnie tak, kilka przypadkowych zdjęć, zwykłych spojrzeń, rozmazana świadomość i kilka pełnych zachwytu chwil. Że my, że wtedy, że tam.

everybody knows these are rock hard times

2008-01-12 – 16:13

[Jura, France, 2007-12-30 – 2008-01-01]





put out that smoke and breath some air, get a new name and cut your hair

2008-01-12 – 00:21

[Lyon 26-30.12.2007]

when you find your way back down (in one piece) then I’ll just be waiting here (right here)

2008-01-09 – 11:14

good times in Brussels
usunięty ząb i Tomek jako Walentynka w barze w czerwonej dzielnicy
Pink Idiots Inc. i pożegnanie z Brukselą
Błękitny Wieloryb
Meksyk i Cafe Wolność
Stockholm revisited
Roskilde Rock&Roll
the wildest people they ever hoped to see
Indie i kurczak curry, houseboat, i książka, której nie dostałem
włóczęga, stagnacja i przeczekanie, klatka
little earthquakes
człapu-człap w rakietach śnieżnych

To był dobry rok. Ciekawy na pewno. Więcej górek niż dołków. Masa zupełnie nowych i pierwszych doświadczeń. Więcej prawdziwych uśmiechów niż nieszczerych wiadomości. Więcej kilometrów na drodze do celu niż niepotrzebnych jazd tramwajem. Przynajmniej takie mam wrażenie.

Witaj 2008. Obiecuję nadal żyć mocniej. I kroczyć drogą w nieznane i nieprzewidywalne.