i’m going where i’m going you are where you are

2008-07-03 – 14:06

Wstępny plan: Bangkok 24 lipca. Nie do końca to ja wybieram kierunek. Po prostu może polecę przy okazji z kolegą, który się tam wybiera płacąc grosze za bilety. 3 tygodnie, powinno wystarczyć, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy. Np. kupić plecak, skonsultować się odnośnie antymalaryków, przygotować się do pitów. Ale w końcu pojawił się jakiś horyzont czasowy, do którego muszę wszystko pozałatwiać.

A teraz leniwie mijają mi dni w Warszawie. Na Jesionowej w pokoju Stefana, który wyjechał na wakacje. Taras, słońce, zakupy, spanie muzyka. Wakacje w końcu. :-) I jeszcze miła niespodzianka w kuchni rano, naleśnik (taki do jedzenia, nie mylić z osobnikiem z Gdyni), masło orzechowe i marmolada pozostawione tam dla mnie przez wspaniałą rudowłosą współlokatorkę w celach konsumpcyjno-śniadaniowych. Super dziewczę, otwarte na ludzi, wczoraj spontanicznie zorganizowaliśmy imprezę na tarasie na którą zaprosiliśmy sąsiadów. Miło.

Zrobiłem trochę fotek nowym aparatem. Na początku dziwnie leżał w dłoni. Obco. Brak przyzwyczajenia, zmiana opcji wymaga chwili zastanowienia “jak to się robi”. Ale powoli czuję to. A zdjęć jeszcze nie widziałem w komputrze, bo mój stary notebook by się udławił.

Widziałem się z Sylwią (”szefową z ACN”). Z Igorem, jej synkiem, byliśmy na spacerku. I should get one of those. ;-)

671

2008-07-03 – 1:47

Czas z ucznia stać się mistrzem, z biernego obserwatora czynnym uczestnikiem. Uwierzyć, że te miejsca i te chwile stają się tam właśnie dla mnie. I być tam.

czy to ważne?

2008-07-03 – 1:07

kupiłem KOMPAS.

czy to ważne?

2008-07-03 – 0:59

dyliżans kursuje raz na dwa lata. dopuszczalne spóźnienie 3 miesiące.

a najlepsze jest to

2008-07-01 – 12:21

że budząc się nie myślę co muszę dzisiaj zrobić
tylko co mogę

just don’t forget that it’s dumb luck that got you here

2008-06-20 – 21:57

June 30th is my last day at work. I have decided to take some time off (as much as needed) to rest, travel, make some pics… Do whatever I feel like doing. I have no fixed plan, no arrangements, no plane tickets, no route. “If you don’t know where you’re going any road will take you there” - I will try to put these words into action. I hope to see again some of my old friends and make some new friends. I am planning to taste some new flavours and maybe get some suntan. I have no goal, like travel around the world or something. Whatever the future brings.

So… be ready, cause soon you might see me knocking at your door, willing to use your couch. :-)

See you around.

before we go for it you should know that i’m just troubles

2008-06-18 – 1:15

what i did on May 20th

2008-06-18 – 1:12

peace on Brussels

2008-06-15 – 2:21

Dobrze mi tu.

you will lose it anyway

2008-06-10 – 0:14

raz dwa nie wiem czy wiesz już za parę minut zaczyna się mecz

2008-06-08 – 15:02

Może to dziecinne i sztuczne, ale dziką satysfakcję sprawi mi chodzenie po lotnisku we Frankfurcie w czerwonej koszulce z napisem POLSKA i wielkim orłem w koronie. :-) A na mecz do Brukseli.

Update - FRA: a na mecz do Brukseli nie zdążyłem, bo samolot z Gdańska się spóźnił. Przynajmniej dłużej pochodzę po lotnisku we Frankfurcie. A w czasie samego meczu będę w powietrzu. No i trudno.

656

2008-06-06 – 23:18

powoli schodzi niepokój
stan ciągłego napięcia
mijają chęci do walki
o chwilowo nieistotne

szybciej rosną mi skrzydła
na wygrzanym poddaszu
gdy wokół na horyzoncie
letnia łuna miasta

a na dachu anioł stróż
kumpel po godzinach
siedząc koło mnie w t-shircie
posyła przewrotny uśmiech