Archive for February, 2009
Saturday, February 28th, 2009
[Chepu, Chiloé Island, Chile]
Promem wokół którego pływały delfiny przybyłem na wyspę Chiloé. Znalazłem się w malutkim ośrodku koło wioski Chepu na uboczu cywilizacji z widokiem na rozlewisko rzeczne. Zakochałem się w tym miejscu, życzliwych gospodarzach, otaczającej naturze. W małym domku na skarpie zostanę na kilka dni.
Spokój w głowach.


posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: chile | trackback | 3 comments »
Friday, February 27th, 2009
[Pucón, Chile]
Czyli wizyta na wulkanie. Najpierw mordercze 5h podejście (zwłaszcza, żem tuż po antybiotykach), satysfakcja ze zdobytego szczytu, a potem wielka radość, gdy jak dzieci na tyłkach i “jabłuszkach” zjeżdzaliśmy po śniegu. Cali mokrzy, zmęczeni, ale szczerze szczęśliwi.
A wieczorem nasi “przewodnicy” urządzili asado, którego celem poza konsumpcją mięska było poderwanie białasek. Ale i tak było miło, przyjacielsko i wesoło.












Jutro jadę na wyspę Chiloe, gdzie możliwe, że zaszyję się na jakiś czas na uboczu cywilizacji, wśród pingwinów i innych śmiesznych boskich stworzeń.
posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: chile | trackback | 4 comments »
Friday, February 27th, 2009
[Valparaíso, Chile]
Nie musisz być bogaczem, żeby mieć domek na wzgórzu z widokiem na ocean.
Valparaiso, czyli “rajska dolina”, kurort 120 km od Santiago. Kolorowe domy (zwykle z drewnianych płyt i blachy falistej) na zboczach wzgórz z widokiem na Ocean Spokojny. Kręte strome uliczki. 15 naziemnych kolejek liniowych powstałych w latach 1883-1932 (skarby UNESCO).















posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: chile | trackback | 2 comments »
Wednesday, February 25th, 2009
nie mogę uciec od słów:
wczoraj
praca
kryzys
kurs złotówki
ona
plany
bezpieczeństwo
niebezpiecznie przysłaniają mi:
teraz
radość
nadzieja
doświadczanie
optymizm
zmiany
pracuję nad tym.
posted in bullshit, in-polish, songs | country: nowhere | trackback | no comments »
Sunday, February 22nd, 2009
[Santiago, Chile]

Walt Balenovich. The guy who travelled to 6 continents. Backpacker. In a blue wheelchair.
“My favourite question from airline staff prior to boarding is “Can you walk?” … “Uh, no”.”
“When I started backpacking alone I always worried about worst case scenarios, but human nature is great, and people really seem to want to help me out. The wheelchair and a smile really bring out the best in people, and smiles don’t need translation!”
“My first trip alone overseas was to Europe, and I landed in Holland, because it was flat, had the amenities I needed and they spoke English widely. I wanted to build up my confidence.”
“My problem is tree roots and rocks! I fell out of my chair in Zambia and broke my leg. A few blurry X-rays, an Egyptian doctor and a cast later, I was back on the planes for a brief 34 hours to come home. It was an experience.”
“The question I get asked the most is, “Where is your friend?”. Meaning my travel buddy or “handler” as one person asked.”
“Stairs are a big problem, as you can imagine, so I just ask a group of young people if they can help me up/down as needed. People all over the world trip all over themselves to help me out. It is so great and makes you feel that people all over the world are exactly the same… really friendly!”
“I just find a destination. I don’t worry about whether the wheelchair is going to be a problem or not. The world is not built with a ramp.”
“You just never know what adventure will happen next in a blue chair!”
You can read more about his adventures in his book “Travels in a Blue Chair: Alaska to Zambia, Ushuaia to Uluru“.
This post is a part of my miniproject “dreamers“.
posted in bullshit, dreamers, in-english, photos, travel | country: chile | trackback | 3 comments »
Friday, February 20th, 2009
Są dni, gdy masz szczerze dosyć. Jakoś wyjątkowo łatwo łapiesz “depresję podróżną”. Bo sam, bo tęsknota, bo zbyt turystycznie, bo zbyt dziko i niecywilizowanie, bo tam daleko ktoś coś, bo się patrzą, bo nie idzie się dogadać, bo jedzenie dziwne, bo stres i trzeba cały czas uważać, bo niewygodnie, bo po co w ogóle, bo podróż zbyt intensywna, bo za długo w jednym miejscu, bo co ja tu w ogóle robię. Sinusoida nastrojów szalenie zmienna. Jednak od czasu do czasu uderzają i przytłaczają pozytywne emocje, nagle łzy same cisną się do oczu i wiesz, że to jest ten moment, ten widok, ta chwila, czy ten człowiek, dla którego warto jest to wszystko.
Skończyłem hiszpański (całe szczęście). Nawet trochę się nauczyłem. :-) Jednak czas na mnie. Santiago to nie jest moje miejsce.
Jutro wyruszam dalej. Najpierw Valparaiso, potem na południe, Patagonia i Ziemia Ognista.
posted in bullshit, in-polish, travel | country: chile | trackback | 1 comment »
Wednesday, February 18th, 2009
[Cerro San Cristóbal, Santiago, Chile]




posted in photos, travel | country: chile | trackback | no comments »
Wednesday, February 18th, 2009
[Paso Libertadores, Argentina-Chile]
Zdjęcia z drogi z Mendozy (Argentyna) do Santiago (Chile), czyli przeprawa przez Andy.





posted in bullshit, in-polish, photos, travel | country: argentina, chile | trackback | 1 comment »